środa, 12 września 2018

"Biegając boso" Amy Harmon 42/2018

                           
                                           "BIEGAJĄC BOSO"
                                                       Autor : Amy Harmon
                                                    Wydawnictwo : Editio Red



Dzień dobry!
Dziś u mnie pierwszy zwyczajny dzień po urlopie. Ciężko się odnaleźć w tej rzeczywistości. Powrót do porannego wstawania, pracy.
Ale z drugiej strony cieszę się, bo znów przybędzie czasu na lektury które nieco zaniedbałam na wakacjach. I to nie z lenistwa! Po prostu, kiedy jadę zwiedzać, to zwiedzam ile się da ;)
Dziś zapraszam na recenzję książki która umilała mi czas przed snem przez kilka kolejnych dni.




Josie Jensen była nieśmiałą trzynastolatką. Miała niezwykły talent: rozumiała muzykę i kochała ją. Pewnego dnia w szkolnym autobusie poznała Samuela Yazziego, osiemnastoletniego Indianina z plemienia Nawaho. Zaczęli rozmawiać, a wraz z kolejnymi spotkaniami, rozważaniami na temat książek i muzyki narodziła się niezwykła przyjaźń. Sam, który w głębi serca odczuwał złość i pretensje do świata, dzięki młodziutkiej Josie odkrył piękniejsze strony życia. Ona opowiadała mu o swoich ulubionych kompozytorach, on jej — o legendach Indian Nawaho. Stali się bratnimi duszami.
Po ukończeniu szkoły Sam wyjechał z miasteczka szukać szczęśliwej przyszłości. Postanowił zostać żołnierzem piechoty morskiej.
Kiedy po latach powrócił do Levan, odkrył, że Josie niewiele się zmieniła, jednak teraz bardzo potrzebuje tego, co kiedyś sama ofiarowała Samowi: akceptacji, rozmowy i wsparcia. A uczucie, które kiedyś narodziło się w szkolnym autobusie, mimo upływu czasu przetrwało i rozkwitło..
To wzruszająca i ciepła historia o przyjaźni, wspieraniu się, o poszukiwaniu swojej przyszłości i o tym, jak trudne może być zaakceptowanie przeszłości. Urzeka realnie odmalowanymi postaciami i złożonością ich charakterów. Niemal usłyszysz muzykę, o której mówi Josie, dotkniesz indiańskiej duszy Sama, a także poczujesz uskrzydlającą moc ich miłości!
(źródło opis okładkowy)

                                                                   *****

"...nie można budować wokół siebie muru, a potem się złościć, że nikt nie chce się po nim wspiąć, żeby przejść na drugą stronę."


                                                                  *****


                                                               



"Biegając boso" to historia niezwykłego uczucia Josie Jo Jensen i Samuela Yazziego, dwóch zagubionych dusz w tym wielkim świecie. Nić sympatii która połączy ich na całe życie zaczyna się wić w szkolnym autobusie. To tam, te (jeszcze) dzieciaki zaczynają poznawać swoje historie. Wspierają się i o dziwo doskonale rozumieją mimo że pochodzą z różnych światów.
Josie jako mała dziewczynka straciła matkę i od tamtego czasu, to ona stałą się gospodynią w rodzinnym domu. Musiała nauczyć się kobiecych zajęć, ciężko pracować pomagając też ojcu i opiekując się braćmi, a przy tym starała się nie skarżyć. Jej życie odmieniło się kiedy poznała Sonję Grimaldi. Kobieta ta odkryła przed dziewczynką świat muzyki, którą ta pokochała całym sercem, tak jak wcześniej książki. Właściwie muzyka klasyczna jest tłem całej powieści, co czyni ją jeszcze bardziej wyjątkową.
Samuel Yazzie to Indianin z plemienia Nawaho. Chłopak pragnie odmienić swoje życie i osiągnąć więcej niż jego bliscy.Marzyy o zostaniu żołnierzem. Jednak co muszę zaznaczyć, nigdy nie wypiera się swoich korzeni i wciąż jest wierny tradycjom i wierzeniom swojego ludu.Szanuje ich historię i wybory. Ujęła mnie bardzo jego miłość do babci, starej już  kobiety która jest mu bliższa niż matka, która pogubiła się w życiu.



                                                                         *****


               "Twoja melodia... To najmilsza rzecz, jaką ktokolwiek dla mnie zrobił..."


                                                                         *****


Wracając do uczucia które połączyło dwójkę głównych bohaterów, nie było ono takie bajkowe. Ich historia tęsknoty, skrywanych uczuć, niewypowiedzianych słów toczyła się latami. Oboje musieli sporo wycierpieć zanim dotarło do nich jakie błędy popełniają. Może musieli też dorosnąć?
Kiedy spotykają się po latach mamy uczucie że to, co kiedyś ich łączyło po prostu się wypaliło...Ale czy naprawdę? Czy prawdziwa miłość może przegrać z rozłąką?

Amy Harmon w książce "Biegając boso" pokazuje jak piękną lekturą może być książka pełna wrażliwości i delikatności. Przypomina czytelnikowi że miłość to nie tylko gorące erotyczne sceny, wyuzdane opisy i wulgarne słowa. Miłość to wspólne czytanie książki, słuchanie muzyki, to milczenie we dwoje. To także przełamywanie własnego wstydu by pomóc drugiej osobie. Miłość to też dziesiątki listów. Napisanych, choć nie wysłanych...
Autorka zachwyca mnie swymi opisami Indian, ich legend i wierzeń. Jej książka to jakby słuchać muzyki spacerując po otwartych przestrzeniach łąk, gdzie twarz jest muskana promieniami słońca i wiatru. Gdzie czasem człowiekowi wymyka się łza tęsknoty, a czasem twarz rozświetla promienny uśmiech. Polecam każdemu kto ma w sobie choć odrobinę romantyka, kto szuka wytchnienia i zwyczajnie dobrej lektury.


                                                                       *****

"Przedtem nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jaki jest boski plan dla mnie. Nie kwestionowałam tego, kim jestem i dlaczego tu jestem, dopóki nie straciłam zdolności patrzenia na własną przyszłość z radością..."


                                                                   

                                                                     *****



                                                                    

Daję : 10/10
Ilość stron : 344
Wydawnictwo : EDITIO RED


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Editio Red.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz